poniedziałek, 03 marca 2008
No i
jestem z powrotem. Mam wrażenie że powrócę na jakiś czas do pisania. Mam zamiar
przez najbliższy miesiąc, a może dłużej posiedzieć w kraju. Po całym roku
przepracowanym w Niemczech należy mi się chyba trochę odpoczynku. Nie wiem czy
przez te dwanaście miesięcy zmieniłem się, czy też pozostałem taki jak kiedyś.
Ogólnie oceniam ten wyjazd pozytywnie. Największym osiągnięciem, jest dla mnie
to, że wykupiłem i wyremontowałem moje mieszkanie. Ale zastanawiam się, siedząc
dopiero drugi dzień w domu, co robić dalej. Kiedyś znajomy powiedział mi, że
jak ktoś raz wyjedzie do pracy, to nie może potem zbyt długo usiedzieć w jednym
miejscu. Miał rację. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to zaraz po Świętach Wielkanocnych
wylatuję do Norwegii. Tylko tak się czasem sam siebie pytam, czy takie życie
jest dla mniedobre??? Rok popracować, miesiąc w kraju i od nowa… Jednakże na
razie zarobki w naszym kraju nie zachęcają mnie do powrotu na stałe. Zobaczymy
co będzie dalej. Do życia za granicą można się przyzwyczaić, i zapewniam że nie
jest ono złe. Szczególnie dla ludzi takich jak ja. Mam na myśli kawalerów…
Robiłem to samo co w kraju, a nawet więcej, bo chodziłem do polskiej dyskoteki,
a tu to raczej mało prawdopodobne. Jednakże zawsze jest w głębi duszy tęsknota,
mimo, że ogląda się polską telewizję, piję polską wódkę i przebywa z wieloma
Polakami. Poza tym brakuję ludzi których człowiek zostawił w kraju i każda
rozmowa telefoniczna z rodziną powoduję bolesne ukłucie. Tak więc na razie
odpoczywam i cieszę się że wróciłem do POLSKI.
niedziela, 07 października 2007
Od dawna nic nie napisałem bo jakoś czasu
nie było ;) Zastanawiam się czy jeszcze w ogóle jest sens pisać, bo nie dzieje
się u mnie nic ciekawego. Cały czas mieszkam i pracuję w Niemczech w mieście Gütersloh.
Tak więc moje życie to praca jedzenie spanie i tak w kółko. Prawdopodobnie zostanę
tam do końca lutego. A potem wrócę na parę miesięcy do kraju. Jeszcze jest inna
możliwość, gdyż nasza firma rozpoczyna nowy kontrakt w Austrii. Właśnie kolega
ma się dowiedzieć o warunki i może zmieniłbym kraj. W Austrii jeszcze nie byłem
J
Jak tak dalej pójdzie to w ciągu kilku lat zwiedzę całą Europę. Na razie kończę,
gdyż za godzinę wyjazd, a jeszcze trochę mam spraw do załatwienia. Może uda mi
się w Niemczech jakoś Internet założyć , to będę częściej mógł coś napisać.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego blogasa…
wtorek, 10 kwietnia 2007
Święta niestety się skończyły i trzeba
wracać do pracy. A wcale mi się nie chce. Najbardziej mnie męczy myśl o
podróży. Czeka mnie dzisiaj wielogodzinna jazda busem. To prawie 1300 km. A tu
na dodatek po wczorajszym dniu mam troszkę ciężką głowę. Chociaż nie był to
bardzo „lany” poniedziałek. Ogólnie to te święta jakoś nie zrobiły na mnie wielkiego
wrażenia. Pogoda paskudna, ja ciągle w biegu, żeby odwiedzić całą rodzinkę i znajomych.
Ani się obejrzałem i jest wtorek…Teraz znowu przyjadę 28 kwietnia, więc za
niecałe 3 tygodnie. Mam nadzieję, że wtedy będzie już ciepło. W miejscu gdzie
jadę temperatury sięgają już prawie 20 stopni. Jest zielono i wiosennie. Nie trzeba
ubierać tony ubrań, kurtki wiszą w szafach. Muszę zrobić trochę zdjęć i gdy
przyjadę następnym razem to je opublikuje na blogu. Tymczasem kończę.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających…
Ramirez_81
sobota, 07 kwietnia 2007
Witam. Od czasu kiedy się ostatnio
odzywałem minęło duuużo czasu. Ale od
tego czasu, mniej więcej, byłem w Niemczech, w pracy. To w sumie było śmieszne,
gdyż w krótkim czasie dostałem kilka ofert. W Krakowie, do którego pojechałem
pod koniec lutego mnie olali. To znaczy chcieli mnie zatrudnić w Balicach w
porcie lotniczym, za 8 PLN brutto!!!!! HaHaHa…. No oni się chyba z …. na głowy
pozamieniali albo urwali z wysokiej choinki. Ale była lepsza opcja, bo gdy
jechałem do Krakowa, to za Jędrzejowem zadzwonił telefon od firmy, która od
dawna miała moje cv i od ręki proponowała mi pracę, tylko, że musiałem się zgłosić
na następny dzień z samego rana. Więc powiedziałem: ok., żeby mieć furtkę w
razie jakby co. I oczywiście wracając z Krakowa myślałem już o wyjeździe do
Starachowic, gdyż oni wysyłali przynajmniej do Niemiec.. Zajechałem do domu
koło 19, i ……. telefon. Normalnie nie mogłem uwierzyć. Praca w Hiszpanii. No,
ale tam miała być selekcja, więc rano pojechałem do Starachowic. Tam kazali
zrobić badania i czekać. W następnym dniu otrzymałem telefon, który
poinformował mnie, że wyjazd jest… „jutro o 17”!!! No i zaczęło się pranie,
pakowanie, zakupy itd… Ale nie żałuję, ponieważ jest ok. Duuuuuuużo lepiej niż
na Węgrzech. Mieszkam w hotelu, w którym pokoje są naprawdę lepsze niż w
niejednym polskim domu. Chociaż nie w moim ;) Ludzie super, kasa też, więc nie
mam powodów do narzekań. Byłem tam już ponad miesiąc i powoli zacząłem się
zżywać z tym miejscem. Nawet, gdy w moje urodziny nikt z kraju się nie odezwał,
to nie miałem dużej załamki. Chociaż na niektórych liczyłem. Ale gdy tylko moi
ziomkowie się dowiedzieli, to na moją cześć został zorganizowany grill na
prawie 20 osób. Czyli całe dwie zmiany. A to niby obcy ludzie. Jednak muszę
przyznać, że przyjęli mnie jak swojego. Gdy przyjechałem z Polski, a była to
niedziela, to mnie ładnie przywitali. Co prawda nie chlebem i solą, ale rosołem
i później piwkiem. Normalnie polska kuchnia ;) tak więc nie myślcie, że umarłem,
zniknąłem, porwali mnie kosmici, lub olałem bloga. Ja po prostu nie byłem
chwilowo obecny. Co prawda w Niemczech kafejek netowych jest od groma, ale
znacie moje lenistwo, więc wybaczcie chwilową nieobecność. Jestem od wczoraj i zamierzam jeszcze w święta cos napisać. Pozdrawiam.
Ramirez
wtorek, 27 lutego 2007
Systematyczność nie była nigdy moją
zaletą. Od dawna myślałem, żeby coś skrobnąć, ale na tym się kończyło. Moje
całe dnie wypełniało oglądanie filmów, czytanie książek i inne tego typu
czynności zabijające nudę. Teraz wreszcie coś się ruszyło. Skończy się spanie
do 11 i czytanie do 4 nad ranem. Jutro jadę do Krakowa, do firmy, która miała
mnie wysłać do Holandii. Przesłali mi w piątek na E-mail skierowanie na badania
do medycyny pracy i kazali się zgłosić, gdy będę miał gotowość do podjęcia
pracy. Dzisiaj biegałem po całym mieście, żeby pozałatwiać wszystkie potrzebne
badania i na szczęście udało się. Okazało się, że mam dobry słuch i
wzrok, neurolog też niczego złego nie zauważył, EKG, RTG też ok, więc mam
powody do radości. Męczy mnie tylko jakaś influenca, ale wypiłem fervex i mam
nadzieję, że przejdzie. Dowiedziałem się, że firma, do której jadę, czasami,
zanim kogoś nowego wyśle z granicę, zostawia go na 2-3 miesiące w kraju, żeby
go sprawdzić. Z jednej strony, trochę mi to nie na rękę, jednak jeżeli nie
będzie innego wyjścia, to zostanę na razie w Krakowie. W sumie, to zawsze chciałem
tam choć trochę pomieszkać. I tak zarobiłbym tam więcej niż w mojej mieścince.
No nic, „pażywiom uwidim”. Jutrzejszy dzień pewnie też będzie nieźle „zalatany”.
Jeszcze w weekend byłem niezdecydowany, gdyż na horyzoncie pojawiła się praca w
UK. Linia produkcyjna, a dokładnie pakowanie żywności. Jednak wolę zaryzykować
i spróbować swych sił w tej pracy. Pozdrawiam.
Ramirez_81
środa, 14 lutego 2007
Dzisiaj rano, klikałem na Skype z Czarnym.
Okazało się, że bez problemu może się teraz ze mną kontaktować. Powtarzam więc
po raz kolejny: Internet rulez!!! W pewnym momencie zadzwonił telefon. Okazało
się, że dzwoni pan M. z Kielc i po raz kolejny próbuje mnie namówić na wyjazd,
właśnie na Węgry. Uff… To
już trzeci telefon z jego strony w tej sprawie. Po mojej grzecznej odmowie,
nadal nie dał za wygraną i zapowiedział, że zadzwoni w czwartek. Prosił, żebym
się jeszcze do tego czasu namyślił. To według mnie trochę śmieszne, żeby kogoś
w tych czasach na siłę do pracy ciągnąć. No, ale nic, jego sprawa. Trzeba
przyznać, że jest zawzięty. Nie był to jednak koniec niespodzianek dzisiejszego
dnia, ponieważ pod wieczór moja komórka znowu się odezwała. Zaciekawił mnie numer,
z którego ktoś dzwonił, gdyż zaczynał się +44… Nie miałem pojęcia skąd ktoś
dzwoni, ani kto to może być. Wiedziałem tylko, że to nie jest numer polski, ani
węgierski, ani niemiecki. No więc pełen ciekawości odbieram. W słuchawce usłyszałem
głos mojego kumpla z podstawówki. Wiedziałem, że pojechał do Anglii w maju
zeszłego roku, ale nie spodziewałem się, że zadzwoni. Chociaż znamy się 20 lat,
to od wyjazdu się nie kontaktował ze mną. Wprawdzie może próbował, gdy ja byłem
na Węgrzech. Do tej pory tylko raz był w Polsce w październiku. Wtedy mnie nie
było. Oczywiście opowiadał, jak mu się dobrze wiedzie ;) Pytał, czy nie chcę do
niego pojechać. Mówię, że jak ma pracę jakąś od ręki to mogę. A on na to, że na
pewno coś sobie znajdę. Taaaa jasneeee. W czwartek ma się pojawić w Polsce.
Posiedzi tu 10 dni, więc na pewno się z nim zobaczę. Jednak nie namówi mnie na
takie ryzykowne przedsięwzięcie. Może gdybym miał jakąś większą kasę odłożoną
to bym zaryzykował. Ale wolę poczekać na wiadomość o Holandii. Jutro dzwonię do
Krakowa. Na koniec smutna wiadomość. Dr. Ewa, której bloga systematycznie
czytałem, wczoraj podjęła decyzję o zakończeniu jego prowadzenia. Wielka
szkoda. Przez wiele miesięcy, tam zaglądałem i przyzwyczaiłem się do tego. Mam nadzieję,
że nie będzie to definitywny koniec. Pozdrawiam
Ramirez_81
wtorek, 13 lutego 2007
W sobotę odwiedził mnie kumpel, z którym
pracowałem w Polsce a potem na Węgrzech. Okazało się, że przyjechał na badania.
Spoko. Pytał, czemu nie chcę tam wrócić itd. Ale mówił, że też już go ta praca
męczy i nie posiedzi tam za długo. Jeżeli ja już coś będę wiedział, to mam mu
dać znać. Szczególnie, że teraz będę miał z nim lepszy kontakt. Przyniósł
bowiem do mnie laptopa i poinstalowałem mu parę potrzebnych rzeczy. Między
innymi komunikatory, ustawiłem Wi-Fi, i jeden program , który znaleźliśmy w
niedziele. Służy on do dzwonienia na telefony stacjonarne za free. Byłem w
szoku, że tak się da. Dzisiaj sam go testowałem. Jest naprawdę niezły. Szkoda,
że gdy ja mieszkałem na Węgrzech, nie miał jeszcze laptopa, wtedy trzeba było
kupę kasy na telefony do Polski wydawać. A teraz do jakiejś sieci
bezprzewodowej się podłącza i może sobie klikać na gg, skąpe, albo dzięki
nowemu programowi dzwonić do domu. Dzisiaj wieczorem Czarny pojechał z powrotem
do Gyor. Jutro rano ma się na gg odezwać. Przynajmniej będę go mógł np. na
kurniku w tysiąca ograć. A ja sprawdzając dziś nowy program zadzwoniłem do
Kielc. Jednak po uprawnienia mam się zgłosić dopiero w następny poniedziałek.
Mimo wszystko jutro dzwonię do Krakowa. Im szybciej się za to wezmę tym
wcześniej wyjadę. Mam nadzieję. Od piątku siedzę w domu i walczę z chorobą. Jak
jutro gdzieś nie wyjdę, to oszaleję. Ale w sumie, to gorączki już nie mam i
ogólnie czuję się ok. Tak więc w końcu się ruszę na świeże powietrze. Pozdrawiam…
Ramirez_81
sobota, 10 lutego 2007
Wczoraj zamiast siedzieć w domu i się
kurować (leczyć), to mnie poniosło na piwo z kumplem. No i dzisiaj, gdy wstałem
stwierdziłem, że choróbsko powróciło. Ledwo mogę coś powiedzieć. Wściekły
jestem okropnie. Dzisiaj sobota, a ja będę siedział w domu. No ale więcej takiego
błędu jak wczoraj nie popełnię. Zresztą czasem siedzę z ziomkiem u mnie. Można
zawsze też pianę wypić i jakiś film obejrzeć. A mam ich całkiem sporo. Trzeba trochę
w domciu posiedzieć, a to może być nudne. Chyba będę się tylko przez gg
porozumiewał ze światem, no i oczywiście przez bloga. Gdyby komuś też się
nudziło w tym tygodniu, to zapraszam na gg 1434535. Pozdrawiam
Ramirez_81
piątek, 09 lutego 2007
Moja choroba nie zniknęła jeszcze
całkowicie, lecz czuję się lepiej. Przynajmniej fizycznie, gdyż znowu mam cholernego
doła. Już od dawna nie popadałem w depresję. A wcześniej zdarzało się to
nagminnie. Myślałem, że te czasy już nie wrócą. A teraz znowu chce mi się wrzeszczeć.
Na dodatek nie potrafię dokładnie sprecyzować, co mnie tak gniecie. Tylko z
okna wyskoczyć. Na szczęście mieszkam na pierwszym piętrze. I mam nadzieję, że
moje skłonności autodestrukcyjne zniknęły całkowicie. I tak zbyt dobrze to
pamiętam. Czuję ostatnio, że liczba ludzi, z którymi mogę pogadać, spada w
zastraszającym tempie. W końcu zostanę przed monitorem klikając do moich
ostatnich przyjaciół i znajomych w necie. Z ludzi, których znam w realu jest
parę osób, które szanuję i chętnie z nimi rozmawiam, jednak ostatnio, większość
z nich nawet się nie odezwie. W sumie to ich sprawa. Kto ma miękkie serce musi mieć
twardą dupę. Moja jest już zdrowo obita. Ale to nic. Taki los. Może powinienem całkiem
zagłębić się w virtualu? Pozdrawiam…
Ramirez_81
czwartek, 08 lutego 2007
Ta pogoda mnie wykańcza. We wtorek złapało
mnie jakieś choróbsko. Myślałem, że to grypa, bo czułem się fatalnie. Ale
posiedziałem w domu przez dwa dni i już dochodzę do siebie. Jakby nie patrzeć,
do weekendu muszę wyzdrowieć. A nie znoszę leków. Więc biorę je tylko w
ostateczności. Wczoraj jakiś scorbolamid tylko wziąłem, a poza tym to herbatka
z cytryną i to wszystko. Oczywiście wiem, że wiele osób zaleca czosnek. Jednak
ja nigdy go nie jadłem i jeść nie zamierzam. Nawet kawałeczka wielkości łepka
od szpilki. Po prostu nie potrafiłbym tego połknąć. Działa na mnie jak na
wampiry ;) Takie siedzenie w domu nudzi mnie, więc zacząłem szukać sobie
zajęcia. Postanowiłem uczyć się angielskiego. Trochę żałuję, że nie
przykładałem się do tego w technikum i na studiach. No ale nic. Teraz mam
motywację, a nauka dla własnej przyjemności jest o wiele szybciej przyswajana
niż z przymusu. Tak więc liczę na, w miarę szybki, postęp. Pozdrawiam
Ramirez_81
|
;
księga gości
|